WTF!

Elektryczne samochody, autostrady i nowszy Golf

bmw_i3_ladowanie

Ostatnio nie mam kiedy taczek załadować. Plany są ambitne, a efekty… Ale nie marnuję czasu tak zupełnie. W końcu podróże kształcą.

O podróży do Kanady opowiedziałem sporo na YouTube. Kto nie oglądał – zapraszam. Cały czas się zastanawiam, czy nie warto byłoby się tam przenieść. Piękne krajobrazy, ludzi mało, a ci, których poznałem – super przyjaźni. Odwrotnie niż u nas. Wiem, Młynarski kiedyś śpiewał, że „wszędzie jest dobrze, tam gdzie nas nie ma, ale my wszędzie jesteśmy”. Dlatego (to już moja obserwacja) najłatwiej być patriotą mieszkając zagranicą.

 

BMW i3 (nie) do Poznania

Zmieniając temat na nieco weselszy, postanowiłem odwiedzić znajomego pod Poznaniem, a przy tym odbyć epicką podróż BMW i3 94ah. Epicką, bo to samochód o napędzie elektrycznym. W dodatku model z akumulatorami o pojemności 94ah może przejechać (w optymalnych warunkach) do 300 km. To znaczy wiadomo, że tyle nie przejedzie, ale na 200 można się spokojnie nastawić.

Plan był prosty: dojechać do Aleksandrowa Łódzkiego, gdzie pod siedzibą ABB jest ładowarka ChaDeMo, tam w pół godziny doładować się do 80 procent pojemności, następnie zatrzymać się na wskazanej przez kolegę stacji benzynowej na A2, gdzie zamówię coś do jedzenia i uśmiechnę się do obsługi, żeby pozwoliła mi się podładować godzinę z siły za bankomatem. I to powinno spokojnie wystarczyć, żeby przejechać ok. 360 km ode mnie z domu na wieś pod Poznań.

Jak wyszło? Możecie zobaczyć tu:

Na szczęście BMW usłyszawszy o moim pomyśle dało mi i3 z generatorem (Range Extender) i udało się dotrzeć bez większych przestojów. Ale za to ustawiłem w nawigacji trasę ekonomiczną i od Aleksandrowa Łódzkiego jechałem opłotkami. Szybko się ściemniło i przypomniałem sobie, jak to się jeździło do Poznania, zanim otworzyli autostradę. Ciemno, pada, jadący z przeciwka oślepiają, a co jakiś czas ktoś wyprzedza na trzeciego. Rozumiem, że jak ktoś jeździ Warszawa-Poznań parę razy w tygodniu, to wydaje fortunę na bramkach, ale komfort podróżowania autostradą jest wart każdych pieniędzy.

Każdych, chyba że jedziesz BMW i3. Od razu zaznaczam, że zdaję sobie sprawę z celu, w jakim i3 zostało stworzone. Nawet jeśli od zera do setki rozpędza się w 7 sekund z groszami, a do 50-60 km/h robi ze świateł M3 E92, to nadal jest to samochód miejski, który w warunkach miejskich przejedzie na prąd ok. 200 km z klimatyzacją, ogrzewaniem, itp. Range Extender, który wydawał mi się niezłym pomysłem w polskich warunkach, jest w trasie kołem ratukowym, ale kołem, z którego szybko uchodzi powietrze. O ile do 90 km/h silnik od skutera w bagażniku zużywa jakieś sensowne ilości paliwa, a o tyle powyżej 100 km/h pali 7L/100km, więc dobrze zaplanuj wizyty na stacjach benzynowych. A to, że w nawigacji Pro za pierdylion nie ma jeszcze aktualnej bazy stacji beznynowych, nie pomaga. Szczególnie w takim samochodzie. Na pocieszenie dodam, że Google też się w tej materii nie sprawdza. Nawet w Mountain View nie wierzą, że ktoś może mieć tak niski zasięg.

 

Volkswagen Wurst

Mimo tych perypetii, i3 pożegnałem z żalem i pojechałem oglądać nowszego Golfa, tzn. Mk7 LCI. Dla niezorientowanych LCI to po bawarsku life-cycle impulse i znów zapomniałem, że już oddałem BMW. W Wolfsburgu mówi się po prostu facelift i wszyscy wiedzą, o co chodzi.

W przeciwieństwie do imprez BMW czy Porsche, gdzie jest ęą i chuj przez er zet, Volkswagen podaje curry wurst. A Skoda – golonkę. I na tym polega tajemnica popularności tych marek wśród przekupnych dziennikarzy.

Z ciekawszych zmian, Golf dorobił się powiększonego z 1.4 do 1.5 L silnika TSI, ma teraz reflektory w technologii LED w standardzie, a do tego system inforozrywki sterowany gestami. Z tym sterowaniem gestami to trochę na wyrost. Widziałem to parę lat temu na stoisku na targach w Hannoverze. Machanie ręką przed ekranem, żeby zmieniać stacje radiowe lub odtwarzane piosenki, dupy nie urywa. Z drugiej strony producenci samochodów nie chcą straszyć klientów przesadnie nowoczesnym interfejsem. Trzeba ludziom dać czas, żeby się przyzwyczaili i docenili rozwój produktu. Zresztą jakby się wypstrykać z innowacji w jednym modelu, to jak sprzedać kolejne?

 

Saucisse de Francfort

Skoro o parówkach mowa, jutro z samego rana jadę do Sierpca na prezentację nowego Peugeot 3008. Mam nadzieję, że pogoda dopisze i uda mi się nakręcić pełny materiał. Zanim powiecie coś na temat manifestowanej w moich testach nienawiści do aut francuskich, blisko 7 lat temu w Radio PiN nazwałem 3008 najlepiej prowadzącą się parówką na kołach. Jeśli to nie jest wyrazem uznania, co jest?

Przeczytaj też to

Previous ArticleNext Article

2 Comments

  1. No, no, wybierasz się do mojego rodzinnego miasta. Czyżby prezentacja Peugeota odbywała się w hotelu w Skansenie? Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *